| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych | Księga gości | Forum dyskusyjne | Chat | Newsletter | Powiadom znajomego | Poczta | Facebook |
Polski English Deutsch
Wybrzeże Słowińskie Herb Słupska Słupskie Trolejbusy Słupskie Trolejbusy Słupskie Trolejbusy Słupskie Trolejbusy
- | - Szlak Słupskich Trolejbusów | Historia Trolejbusów | Schemat Komunikacji Trolejbusowej | Słupski Tabor Trolejbusowy | Publikacje - | -
- | - Galeria trolejbusów | Likwidatorzy trolejbusów | Historia MZK Słupsk | MZK Słupsk Dzisiaj | Historia Kapena Słupsk | Muzeum Autobusów - | -
- | - Serwisy o trolejbusach | Informacja turystyczna - | - Baza noclegowa - | - Rozkład jazdy autobusów | Plan miasta Słupska | Księgarnie - | -


Słupsk Słupskie Trolejbusy / Media o Słupskich Trolejbusach / Komunikacja miejska okiem pasażera, albo... Autobusy i ja


15.06.2010 r., Słupsk

W roku bieżącym wszyscy świętujemy m. in. stulecie naszej komunikacji miejskiej. Zaczęła się ona na serio od tramwajów, uruchomionych w kwietniu 1910 roku. Kilka linii tramwajowych funkcjonowało w Stolpie i Słupsku przez niemal czterdzieści lat – do 1959 roku. Ja sam pamiętam czerwone, powojenne tramwaje jak przez mgłę, bowiem gdy zniknęły z ulic miasta, miałem niewiele ponad trzy lata. Kąśliwe powiedzenie o "województwie koszalińskim z tramwajami w Słupsku" pamiętam jednak do dziś!...

W latach następnych miejsce tramwajów zajęły w Słupsku autobusy. Pamiętam czerwonego SANa ze sporą "wajchą" do mechanicznego zamykania przednich drzwi i numerem bocznym "16" – był to chyba pierwszy autobus, do jakiego wsiadłem w bardzo młodym wieku, pod opieką Babci. Pamiętam także owe SANy zmodernizowane (i przez pewien czas nawet zradiofonizowane), z automatycznie zamykanymi drzwiami, miękkimi, wyściełanymi na czerwono siedzeniami we wnętrzach i ze srebrzystymi kołpakami na kołach.

Kolejny etap rozwoju słupskiej komunikacji miejskiej, obserwowany przeze mnie dość uważnie z chodnika, stanowiły czerwone "Jelcze" na licencji czeskiej "Karosy", zwane u nas "ogórkami". Właśnie taki autobus pojawił się w początkach lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku ze słupskim numerem bocznym "100", co stanowiło dla mnie nie lada wydarzenie. "Ogórki" w barwach ówczesnego MPK, o ile pamiętam, zaczęły w latach siedemdziesiątych obsługiwać podmiejską linię do Ustki.
Niebieska wersja "ogórka", wyposażona w tzw. lotnicze fotele z podwyższonym oparciem, stanowiła dla mnie symbol pewnego luksusu; takie pojazdy jeździły do tejże Ustki w barwach Pekaesu. Nigdy nie udało mi się przejechać takim autobusem na tej trasie – całą rodzinką załapywaliśmy się zwykle na "ogórka" z normalnymi siedzeniami, lub wręcz na niebieskiego SANa, uchodzącego w moich oczach za coś pośledniejszego na trasie wiodącej, bądź co bądź, daleko za miasto.
Epizod w historii słupskiej komunikacji stanowiły małe SANy typu bodajże H9, w wersji miejskiej. Mieliśmy ich w mieście niewiele i pojazdy te szybko znikły z ulic Słupska, zastąpione przez kolejną generację, tym razem produkowaną w Jelczu na licencji francuskiego "Berlieta". Niektóre z tych autobusów zdobyły sobie w ciągu lat pewną sławę (jak choćby długowieczny wóz z numerem bocznym "527", który przed laty posłużył za coś w rodzaju "zastępcy trolejbusu", wożąc uczestników ogólnopolskiego spotkania fanów komunikacji miejskiej po trasach naszych dawnych linii trolejbusowych). Mam też w moim archiwum zdjęcie sprzed paru dobrych lat, na którym pewien czerwony słupski "Berliet" dumnie jedzie po trasie bodajże naszej "piątki", poprowadzonej (tymczasowo) ulicą... Karola Szymanowskiego! Niektóre "Berliety", zmodernizowane, przetrwały wiele burz i jeżdżą w najlepsze po naszych ulicach do dziś dnia.
Osobną kartę w obserwowanej z chodnika historii słupskiej komunikacji zapisały – pożegnane nie tak dawno z honorami! – węgierskie, przegubowe "Ikarusy". Szczególnie jeden z nich zapadł mi w pamięć: pojazd z numerem bocznym "534", czyli z numerem stoczniowym sławnej "Queen Mary"!

Szczególne miejsce w historii słupskiej komunikacji publicznej zajęły w latach 1985-99 trolejbusy, w tym te produkowane w rodzimej "Kapenie", a wśród nich wóz z numerem bocznym "651" na bazie przegubowego "Ikarusa". Jeden z radzieckich trolejbusów, które zaczęły w 1985 roku jeździć po naszych ulicach, nosił numer "552" – numer stoczniowy pierwszej "Queen Elizabeth", największego w historii transatlantyku. Pewien związek z "kołowym powrotem" do naszych tramwajów ma podobno sprawa wycięcia starych i pięknych drzew przy dzisiejszej ulicy Paderewskiego – tamtędy miała jakoby biec linia trolejbusowa do Kobylnicy.

Potem nastała SCANIA, najpierw w postaci kilku niebieskich wozów starszej generacji z tzw. "salonem" w przedniej części, które przyjechały do nas bodajże ze szwedzkiego Kalmaru, a potem w postaci sympatycznych i nowoczesnych pojazdów, montowanych w uruchomionej w międzyczasie w dawnej "Kapenie" - montowni.
Wejście "Scanii" było bardzo mocne – wspaniali Szwedzi zaprezentowali przed pięknym słupskim Ratuszem przekrojową wystawę produkowanych przez siebie pojazdów.
Ze słupskiej montowni przyjechał do miasta pierwszy w jego historii autobus z czterocyfrowym numerem bocznym "1020". Wóz ten do dziś nosi dumnie na burcie napis: "Słupsk dla Słupska Nr 1". Obok pojazdów z rodzimej montowni mamy też cały szereg "Scanii" zbudowanych w fińskim Lahti, które przyjechały do nas z Danii.
Obecnie w taborze słupskiego przewoźnika zaczynają dominować pojazdy niemieckiej firmy MAN, zakupione z drugiej ręki, z których część przybyła do nas ze stolicy Bawarii, a część chyba z Francji.
Tabor naszego przewoźnika uzupełniają dwa długie "Solarisy-Urbino" i pięć przegubowych "Iris-Busów" włoskiej firmy IVECO. Na regionalnej linii do Ustki jeżdżą też turystyczne "Neoplany".

Ostatnio uległy zmianie numery boczne pojazdów firmy, która zmieniła też nazwę na Zarząd Transportu Miejskiego. Zamiast numeracji kolejnej – zawzięcie przeze mnie śledzonej z chodnika i z aparatem fotograficznym – słupskie autobusy otrzymały bez wyjątku czterocyfrowe numery, zaczynające się od trójki. Wspomniane wcześniej "Scanie" obu typów i krótkie MAN-y noszą numery zaczynające się od "30.", oba "Solarisy" od "31.", wielkie przegubowce typów MAN i IVECO od "32", a pojazdy starsze od "33." - "Berliety" i "35" - stare "Scanie". Natomiast "Neoplany" ze wspomnianej wyżej "Linii Regionalnej" wciąż jeżdżą ze starymi numerami bocznymi "951" i "1363".

Co najmniej dwie z naszych obecnych linii autobusowych – "ósemka" i "dziewiątka" – nazywane bywają przez słupszczan nazywane "turystycznymi". Autobusy na tych liniach zwiedzają literalnie całe miasto, dość rzec, że na "ósemce" są aż trzydzieści dwa przystanki od pętli przy ul. Dmowskiego do pętli przy ul. Hubalczyków!
Od pewnego czasu za "kółkami" słupskich "Scanii" i standardowych (krótkich) "Manów" zasiadły panie.
Jako pasażer – dobrze pamiętam "trójkę", której autobusy woziły mnie w latach sześćdziesiątych z dawnej ulicy M. Buczka na ulicę Wolności, skąd paradowałem do fryzjera mieszczącego się przy ulicy St. Staszica. Przy ulicy Wolności wciąż jeszcze istnieje zatoczka po przystanku, z którego ta sama "trójka" zabierała mnie z powrotem.
Pamiętam także przeżycie, jakim stała się dla mnie wyprawa ową "trójką" na Zatorze, za kratownicowy wiadukt na ówczesnej ul. Nadmorskiej (istniejący w najlepsze do dziś). Pamiętam konduktorki i konduktorów w autobusach MPK (nawiasem – szkoda wielka, że dziś nie ma ich w naszych pojazdach). Bywałem zły, kiedy mój Ojciec, wsiadając wraz ze mną do "trójki", kupował dla mnie tylko pół biletu, i czekałem, kiedy będę mógł jeździć "na cały".
Pamiętam trasę słupskiej "jedynki" (linii zaiste nie do zdarcia!!), wiodącą pod zamkniętą dziś dla ruchu Nową Bramą, przez dzisiejszą ulicę Nowobramską i dalej na peryferie miasta.
Z biegiem lat podróż normalnym miejskim autobusem do Ustki straciła dla mnie charakter "ekspedycji z całym majdanem", a stała się najzwyklejszą przejażdżką ot, choćby na fotograficzne łowy.
Po 1989 roku, kiedy obok państwowego pojawili się na trasie do Ustki przewoźnicy prywatni z nietypowymi pojazdami – zacząłem urządzać regularne "polowania" z nieodłącznym aparatem na poszczególne autobusy, czatując na nie u obu końców trasy. Kilka pojazdów z drugiej, a nierzadko i trzeciej ręki mi umknęło, ale i tak mój zbiór zdjęć słupsko-usteckich piękności szos lat dziewięćdziesiątych jest dość pokaźny!

Nie mając samochodu ani motocykla, jestem (od zawsze!) wiernym pasażerem pojazdów MPK, MZK i dzisiejszego "Zetteemu". Mam sieciowy bilet, pozwalający na jazdę z przesiadkami z linii na linię w robocze dni tygodnia. Mam swoją ulubioną linię – numer pięć, łączącą Kobylnicę przez cały Słupsk z... Kobylnicą. Każdego dnia roboczego przejeżdżam na niej czternaście przystanków do pracy (od Lutosławskiego do pętli przy ul. Dmowskiego) i siedemnaście przystanków z powrotem (od wspomnianej pętli przy ul. Dmowskiego do przystanku na ul. Pomorskiej).
Nigdy nie uczestniczyłem w wypadku autobusu miejskiego.
Sławne słupskie "kanarki" złapały mnie tylko 1, jedyny raz (słownie jeden raz) – na trasie do Kobylnicy, z biletem tylko na miasto.
W dniu Święta życzę: sobie, żeby ZTM od nowa ponumerował swoje linie jak należy (to jest kolejno), a wspaniałym słupskim "Autobusiarzom" – kierowcom, "kanarkom" i całej reszcie – SZEROKIEJ DROGI!!

Tekst: Wojciech Marek Wachniewski
Źródło: Moje Miasto



Gry, tapety, aplikacje, polifonia i... wszystko na komórkę kliknij tutaj>>>


Web Informer Button